wtorek, 7 sierpnia 2012

Burza na Bukowym Berdzie

Przedwczoraj mieliśmy w Partizankim wielką burzę w nocy. Mieszkamy na 10. piętrze, więc mieliśmy widok na całe miasteczko, okoliczne wsie i oczywiście góry. Bardzo się błyskało, lało jak z cebra. W tym momencie cieszyłam się, że śpię wygodnie w domu, a nie w jakimś namiocie w środku lasu. Ale przypomniała mi się pewna sytuacja.

Obóz wędrowny w Bieszczadach, 2006. Trasa wypadała nam przez Bukowe Berdo. Pamiętam, że gdy wchodziliśmy do lasu, była ładna pogoda, upał. Im wyżej wchodziliśmy, pogarszała się pogoda. Gdy doszliśmy na szczyt, była już burza, obok nas co chwilę uderzały pioruny. Widzieliśmy błyskawice na sąsiednich szczytach. Nie wiedzieliśmy, co robić. Według jednej z teorii, pioruny uderzają w najwyższe punkty w okolicy, czyli w tym wypadku mieliśmy spore szanse stać się ofiarami. Nie mieliśmy czasu do namysłu. Postanowiliśmy zrzucić z siebie wielkie, ciężkie plecaki (w których było sporo metalowych elementów) i uciec niżej. Zeszliśmy ze szczytu i przykucnęliśmy w jakichś krzakach, starając się zachować w zasięgu wzroku nasz pozostawiony na pastwę losu dobytek.

Po jakimś czasie burza się uspokoiła. Gdy zeszliśmy z gór, powitało nas piękne słońce. Na nasze szczęście nikomu z nas nic się nie stało. Ale przeżyliśmy chwilę grozy, gdy zaczajeni w krzakach obserwowaliśmy pioruny uderzające tuż obok nas. To był kolejny przykład na to, jak zmienna potrafi być pogoda w górach i że zawsze należy być przygotowanym na każdą ewentualność.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz