czwartek, 11 kwietnia 2013

Różne ciekawostki prosto z Tallina

Będąc w estońskiej stolicy przypadkowo udało mi się trafić na kilka interesujących rzeczy. Pierwszą z nich jest niebieska ciuchcia na starówce. O ile w lecie, w sezonie turystycznym po polskich miastach też często jeżdżą np. wózki golfowe z turystami, o tyle zdziwiło mnie, że ten pociąg działa także w środku zimy, kiedy odwiedzających Tallin jest zdecydowanie mniej.
Nie tylko niebieska ciuchcia należy do osobliwości z dziedziny transportu. Kilka razy w ciągu pobytu natknęłam się też na niezwykle kolorowego jeepa. Zawsze stał w innym miejscu. Warto zwrócić uwagę, że wyróżniają go nie tylko kolory, ale też maskotki umocowane na dachu.
Kolejne ciekawe miejsce to wystawa dzieł z marcepanu w podziemiach jednego ze sklepów. Można tam zobaczyć muminki, o których wspominałam ostatnio.
Prócz domku muminków można podziwiać też m.in. marcepanowego Putina, Shreka, Królewnę Śnieżkę oraz Kubusia Puchatka.
Estończycy mają nie tylko domki z marcepanu, ale też śniegowe domki. A właściwie kawiarnie.
Nie wiem też dlaczego, ale w Tallinie ostrzegają w parkach przed wiewiórkami. Nie sądziłam, że to takie groźne zwierzęta:)
Nad morzem spotkałam całą grupkę łabędzi, które przyzwyczaiły się chyba, że ludzie je dokarmiają, bo podeszły bardzo blisko. Wśród nich było też "brzydkie kaczątko", czyli młody, jeszcze brązowawy łabędź.
Najbardziej rozśmieszyły mnie jednak zdjęcia, które zrobiłam dość przypadkowo. To znaczy zauważyłam odpływające promy i chciałam im zrobić zdjęcia, ale za każdym razem uchwyciłam też "mistrzów pierwszego planu":)
Ich głowy nagle pojawiały się znikąd:) Jeden wygląda nawet, jakby się trochę zdenerwował, ale to chyba po prostu taka łabędzia uroda:)
Niewyjaśnioną zagadką pozostaje dla mnie do tej pory przeznaczenie pewnego obiektu. Jest brzydki i nie bardzo rozumiem, czemu miał służyć. Oprócz tej widocznej na zdjęciu części, podobna rampa była też po drugiej stronie ulicy. Na pomnik to za brzydkie moim zdaniem, ale logicznego wytłumaczenia na jakieś praktyczne zastosowanie czegoś takiego też nie znalazłam. Nie mam pojęcia, co to może być.
Estończycy są całkiem kreatywnym narodem i mają poczucie humoru. W sklepie z artykułami średniowiecznymi na drzwiach wisi informacja, że chętnie dostarczą zamówienie gołębiem pocztowym:)
Jedną z rzeczy, których za bardzo nie rozumiałam, był kot grający na wiolonczeli (lub altówce, czy jakkolwiek zwie się ten instrument) na wystawie sklepu muzycznego. Nie wiem, czy miało mieć to jakieś głębsze przesłanie, czy to po prostu kolejna atrakcja dla turystów.
Podczas tego samego wieczornego spaceru zauważyłam też ślady bytności w Tallinie kibiców z Petersburga. W jednej z ciemnych uliczej zostawili wlepkę Zenitu.
Takich zaskakujących odkryć było jeszcze trochę, niestety nie wszystkim udało mi się zrobić zdjęcia. Polecam udać się do Tallina i zrobić poszukiwania na własną rękę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz