niedziela, 21 kwietnia 2013

Niedźwiedzie polarne

Oglądałam dzisiaj w telewizji film przyrodniczy o niedźwiedziach polarnych i przypomniało mi się pewne wydarzenie, które miało miejsce podczas ubiegłorocznych wakacji na Słowacji.

To była jakaś impreza, możliwe że degustacja. W każdym razie było tam mnóstwo ludzi z całego świata, którzy zbierają się co roku na tym spotkaniu esperanckim. Kręciłam się w różnych miejscach, rozmawiałam z różnymi ludźmi. W pewnym momencie nie wiem jak i kiedy, ale dołączyłam do grupki, która zgromadziła się wokół pewnego wysokiego młodzieńca. Wszyscy słuchali go z zainteresowaniem, więc również nastawiłam uszu. Okazało się, że chłopak ten opowiadał o swoich doświadczeniach z niedźwiedziami polarnymi. Nie pamiętam już szczegółów, ale utkwiło mi w głowie, że mówił o tym, że tak naprawdę tylko te małe misie zaraz po urodzeniu są białe, bo im niedźwiedzie starsze, tym bardziej kremowe czy nawet żółte się robią. Chłopak dopiero tam na miejscu na Słowacji zaczął uczyć się esperanta (a spotkanie dopiero się rozpoczęło), więc czasem musiał podpierać się angielskim, mimo wszystko opowiadał z ogromnym zaangażowaniem i pasją. Miał szansę zobaczyć na żywo te białe misie, bo pływał na jakimś tam okręcie w ramach pracy lub wolontariatu. Jeśli dobrze pamiętam, był Holendrem. Nie wiem nawet, jak miał na imię.

Niby to nic takiego, przecież o niedźwiedziach można poczytać w książkach itp. Ale ten film przypomniał mi to niezwykłe spotkanie, które w innych warunkach nie miałoby prawa się wydarzyć. Bo oto słuchałam na Słowacji esperancko-angielskiej opowieści pewnego Holendra o jego przeżyciach na morzach i oceanach świata. W dodatku słuchali ze mną tej opowieści ludzie z całego świata, m.in. Słowacy, Czesi, Polacy, Niemcy, Holendrzy, Węgrzy czy Rosjanie. Uwielbiam takie chwile, takie sploty okoliczności, które nigdy już się nie zdarzą, są niepowtarzalne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz