piątek, 14 marca 2014

Czeski mięsopust

Jak pisałam ostatnio, miałam dość przypadkowo okazję uczestniczyć w pochodzie mięsopustnym w Svitavach. Nie do końca rozumiem to, co widziałam, próbowałam znaleźć na ten temat informacje w internecie, ale nie udało mi się. Opiszę więc po prostu to, czego byłam świadkiem.

Po obiedzie, który spożywaliśmy w czeskiej restauracji (chociaż lubię czeskie jedzenie, to w tej knajpie było niedobre), wyszliśmy na ulicę. Zgromadziło już się tam sporo mieszkańców Svitav. Było widać, że na coś czekają. Rozejrzeliśmy się. Zza rogu wyszedł pochód ubranych kolorowo mężczyzn w dziwacznych strojach. Po chwili zbliżyli się do nas. Na czele pochodu szło dwóch facetów z biczami, którymi co chwilę trzaskali o ziemię. Mieli też małe zabawkowe koniki przymontowane do swojego fantazyjnego stroju. Dalej szli młodzieńcy w śmiesznych pantalonach i wywijali białymi chustkami. Później ludzie przypominający nasze chochoły. Niektórzy mieli pomalowane na czarno twarze. Kiedy przyjrzałam się bliżej, okazało się, że na kapeluszach wszyscy mają poprzyklejana zdjęcia z gołymi babami.

Jak wspominałam, zapomniałam tego dnia zabrać ze sobą aparat, ale mój opis z pewnością nie oddaje tego, co się tam działo, więc posłużę się zdjęciami jednego z Czechów, który był z nami. Mam nadzieję, że się nie obrazi:)
W pewnym momencie pochód prowadzony przez przebierańców zatrzymał się, ludzie szczelnie otoczyli ich kręgiem, a oni zaczęli swoje tańce. Niewiele widziałam, bo stałam z tyłu, obok orkiestry. Później zaczęli podchodzić do zgromadzonych ludzi i np. mazać ich po twarzy czarną farbą na szczęście. Inni podchodzili do dziewczyn, udawali że je badają i pytali czy mają chłopaka. W zależności od odpowiedzi aplikowali im albo alkohol w strzykawce (nie wiem, co by powiedział na to sanepid, nie chciałabym pić ze strzykawki, z której wcześniej skorzystało już ileś tam osób), albo tabletkę, którą nakazywali spożywać nie od razu na miejscu, ale dopiero przed snem, bo miała ona jakoby wspomagać pożycie. 
Czesi zebrali się tłumnie, było dużo rodzin z małymi dziećmi. Na stoiskach wzdłuż rynku odbywało się przy okazji targowisko, gdzie można było kupić różne smakołyki i napić się piwa. My oblegliśmy stoisko z pączkami i rogalikami za 6 koron, bo były dobre i tanie:) Ale pomiędzy tym stoiskiem ze słodyczami a stoiskiem z piwem wisiała na drewnianym stojaku rozbebeszona świnia. Przekrojona na pół i powieszona ryjem w dół, wprawdzie nie było już flaków, a krew ciekła minimalnie, ale i tak nie był to przyjemny widok.

Później przyszedł czas na inny element naszego programu, więc zaszyliśmy się na parę godzin w muzeum. Ale kiedy znowu wyszliśmy po tym czasie do sklepu, przebierańcy dalej tańczyli na rynku. Akurat zaczynali się zbierać i pochód wracał teraz w drugą stronę, mimo to i tak byłam zaskoczona, że byli w tym miejscu aż tak długo.

A teraz kilka słów o tym, czego nie rozumiem. Mięsopust, czyli post, kojarzy mi się raczej z unikaniem mięsa, pokus cielesnych, wesołego tańca itp. Na ostatki też już było trochę za późno, bo post trwał już ponad tydzień. Dlatego nie bardzo potrafię to do czegoś przypasować. Chyba że to pozostałość jakiejś zupełnie świeckiej tradycji, co nie jest wykluczone, bo żadnego księdza czy pastora tam nie widziałam. Nie wspominając już o tym, że chyba nie czułby się on najlepiej w towarzystwie nakryć głowy pełnych gołych bab:) Nie wiem, co to było, ale wyglądało to bardzo ciekawie i jeśli jeszcze będę miała kiedyś okazję zobaczyć czeski masopust, postaram się nie zapomnieć wtedy aparatu. Do Czech nie mam daleko, więc może mi się uda.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz