Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pałac. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pałac. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 stycznia 2014

Świąteczne Wilno

Od dawna już chciałam wybrać się do Wilna, ale wciąż nie było okazji. Ale w grudniu pojawiła się okazja, bo zaprosiła mnie do siebie koleżanka, więc nie namyślając się długo kupiłam bilety i pojechałam.
Nigdy jeszcze nie byłam w Wilnie w okresie przedświątecznym, zawsze w okolicach marca albo w wakacje. Miasto przystrojone dekoracjami było dla mnie zupełną nowością.
Staromiejskie uliczki wypełnione ciepłym światłem nabierają innego charakteru.
Inaczej wyglądała też siedziba pani prezydent, bo oprócz świątecznych dekoracji Prezidentūra ozdobiona była też symbolami prezydencji Litwy w Unii Europejskiej.
Udało mi się uchwycić także Pałac Prezydencki i znajdujący się nieco z  tyłu Uniwersytet Wileński wraz ze świecącym powyżej księżycem.
Choinka stoi nie tylko przed ratuszem, kolejna mieści się na placu Katedralnym.
Motywem przewodnim choinki ratuszowej są słodycze, na choince katedralnej dominują zabawki.
Obok znajduje się też niewielki jarmark świąteczny. W odróżnieniu od np. wrocławskiego jarmarku, gdzie budki są w kolorze drewna, ten wileński jest biały.
Zdziwił mnie odrobinę rozmiar jarmarku, w porównaniu do tego wrocławskiego jest naprawdę malutki. Reszta placu katedralnego pozostaje pusta.
To tyle świątecznych akcentów z litewskiej stolicy.
Za jakiś czas pewnie pojawią się kolejne relacje, bo wreszcie dorobiłam się własnych zdjęć z Wilna:)

wtorek, 19 listopada 2013

Pałac i park Lubomirskich w Białymstoku

Podczas mojej zimowej wyprawy do Białegostoku zwiedziłam głównie północ miasta. W sierpniu miałam okazję zobaczyć kilka interesujących rzeczy na południe od centrum. Wśród nich był pałac Lubomirskich w dzielnicy Dojlidy.
Teoretycznie mieści się tam obecnie siedziba jednej ze szkół wyższych. Ale budynek sprawiał raczej wrażenie nieużywanego. Może dlatego, że były wakacje albo może szkoła przeniosła się gdzie indziej.
Takie wrażenie braku życia w tym miejscu wywarły na mnie głównie pajęczyny na trawniku przed pałacem. Na zdjęciu może nie widać tego najlepiej, ale naprawdę całe krzewy były pokryte wielgachnymi pajęczynami, wyglądało to tak, jakby nikt o to miejsce nie dbał, nikt nie zajmował się tutejszą zielenią.
Sam pałac prezentował się całkiem przyzwoicie, zwłaszcza gdy momentami przejaśniało się trochę i było widać niebieskie niebo.
Nie wchodziłam do środka, bo wydawało mi się, że jest zamknięte, więc nie wiem jak pałac wygląda wewnątrz.
Za pałacem rozciąga się park, w którym można przysiąść na ławeczkach i odpocząć. Są nawet niewielkie stawy, w których ludzie łowili ryby.
Widziałam tam też białą kaczkę, co mnie trochę zdziwiło, bo zwykle widziałam tylko kolorowe kaczki krzyżówki.
Inna rzecz, która mnie zdziwiła, to metalowa bramka nad stawem. Nie mam pojęcia, do czego to może służyć. Na mnie działa jak zaproszenie, żeby się pohuśtać na poprzeczce i skoczyć do tego stawu. Ale pewnie nie taki był cel tych, którzy ją tam umieścili. Może wędkarzom się na coś przydaje, nie wiem.
W dalszej części parku znajduje się kilka solidnych drewnianych mostków.
Może przepływający pod nimi strumyk nie jest porażających rozmiarów, ale dobrze że są. Przynajmniej nie trzeba ryzykować zamoczenia butów.
Zastanawia mnie trochę, czemu ten drugi most wygląda tak dziwnie. Nie da się po nim normalnie przejść, chyba że ktoś ma zdolności akrobatyczne. Może po prostu to nie most, a coś innego. Tylko nie bardzo mam pomysł, co by to mogło być. Może są tam schowane jakieś kable albo coś takiego.
Z pałacu Lubomirskich poszłam gdzie? Oczywiście na cmentarz, jakby mogło być inaczej:) Ale relacja z tamtego cmentarza pojawi się innym razem.
Jeśli ktoś nie ma pomysłu na niedzielny spacer, można się przejść w te okolice. Oprócz pałacu Lubomirskich znajduje się tu także pałac Hasbacha, o którym trochę więcej napiszę później.
Wydaje mi się, że ten pałac i park mógłby być dobrym miejscem na urząd stanu cywilnego. Pary nie musiałyby daleko szukać ładnych plenerów na sesję:)
To miejsce kojarzy mi się też trochę z pałacem i parkiem w podwileńskich Werkach, gdzie byłam parę lat temu ze znajomymi w piękne słoneczne popołudnie. Tylko tam park był o wiele większy i położony na wzgórzu.

poniedziałek, 7 października 2013

Ermitaż

Dzisiaj kilka zdjęć Ermitażu, ogromnego muzeum mieszczącego się w Pałacu Zimowym tuż nad brzegiem Newy.
Przed wejściem do muzeum znajduje się Kolumna Aleksandrowska. Przeczytałam teraz w Wikipedii, że jest to podobno największa kolumna na świecie.
Na plac można dostać się kilkoma drogami. Jedna z nich prowadzi pod rzeźbionymi łukami.
W tym przejściu stoją zwykle kramy z pamiątkami.
Podczas jednego z nocnych spacerów widziałam w tym miejscu również grupę konnych. Nie wiem, czy to kolejny rodzaj atrakcji dla turystów czy po prostu ktoś sobie przyjechał tam konno.
Za dnia można pod Ermitażem spotkać panią przebraną w historyczny strój z epoki. Podobną parę widziałam też w Peterhofie oraz kilku innych miejscach.
Jedną z rzeczy, którą zauważyłam od razu po przyjeździe, była wszechobecna policja. Już na dworcu było kilku funkcjonariuszy z psem, którzy pilnowali ludzi przechodzących przez bramkę z wykrywaczem metalu. Co prawda nawet gdy bramka piszczała, panowie nie reagowali, ale mimo wszystko ich obecność wywoływała we mnie lęk, bo przypominałam sobie o różnych zamachach, jakie miały w Rosji miejsce. Policjantów widziałam też na różnych stacjach metra, przy różnych zabytkach, i jak widać, również przy Ermitażu.
Tak wygląda samo wejście do muzeum wraz z kolorowym tłumem kłębiących się turystów z całego świata.
Wspomniane już wcześniej łukowate przejście jest częścią wielkiego żółtego pałacu, który również łukiem otacza plac i kolumnę.
Na dziedzińcu ustawiały się długie kolejki. Studenci mają darmowe wejście do muzeum, więc na szczęście nie musieliśmy płacić za bilety.
Najbardziej spodobało mi się drzewo o pożółkłych już jesiennych liściach. Idealnie wpasowało się w zielono-złoty kolor Ermitażu.
Na koniec jeszcze jedna z reklam, które wiszą w całym mieście, informująca o aktualnych wystawach i stałych ekspozycjach. A trzeba przyznać, że jest co oglądać w Ermitażu, można tam znaleźć dzieła wszystkich sławnych artystów, jak Rembrandt, Monet, Rubens, Picasso itp. 
Jeśli ktoś ma kilka godzin, to warto zajść do muzeum, każdy może tam znaleźć coś dla siebie. Obrazy i rzeźby są zgromadzone na tak ogromnej przestrzeni, że nawet pół dnia nie wystarczy, żeby zobaczyć wszystko dokładnie. Wizytę najlepiej rozplanować na kilka razy lub ewentualnie można dokonać selekcji i pominąć mniej interesujące kogoś sale. 

piątek, 15 marca 2013

Ryga

Czas na relację z mojej nie do końca planowanej wizyty w Rydze. Już po raz drugi odwiedziłam łotewską stolicę, niestety zawsze były to krótkie wycieczki zimą. Przyjeżdżając do tego miasta można się poczuć prawie jak u nas, w Warszawie. A wszystko dzięki pamiątce, jaką pozostawili po sobie sowieci, bardzo podobnej do Pałacu Kultury i Nauki.
Ryga ma jednak też inne znane miejsca, o wiele ładniejsze. Np. niedawno odrestaurowany Dom Bractwa Czarnogłowych i stojący przed nim pomnik Rolanda.
Miałam szczęście, że trafiłyśmy akurat na w miarę dobrą pogodę, tzn. pierwszego dnia było dość szaro i pochmurno, ale drugiego dnia do spacerów po łotewskiej starówce zachęcało nas słońce i błękitne niebo.
Po raz drugi przechodziłam obok katedry, ale ani teraz ani wcześniej nie zdecydowałam się na wydanie 2 łatów za wstęp i zwiedzanie wnętrza. Łotewska waluta i ceny to zresztą zupełnie osobna kwestia. Najlepiej oddaje to zdziwienie, kiedy w kantorze przy wymianie 100 zł otrzymuje się niecałe 15 łatów. Być może katedra rzeczywiście jest piękna w środku, nie wiem, ale przy bardzo wysokich cenach na Łotwie, wolałam te 2 łaty spożytkować na coś innego.
Jednym z miejsc, które najbardziej mi się spodobało, a którego nie widziałam w trakcie mojej pierwszej wizyty był punkt widokowy (czy można to tak nazwać?) nad Dźwiną. Łotewska nazwa rzeki brzmi Daugava i zupełnie nie przypomina polskiej wersji.
Obok znajduje się figura św. Krzysztofa oraz krótka legenda o powstaniu Rygi związana z tym świętym.
Tuż nad brzegiem Dźwiny i św. Krzysztofem znajduje się żółty Zamek Ryski, wystarczy przejść przez ulicę.
Z mostu udało mi się zrobić ciekawe zdjęcia zamku, pękającej kry na Dźwinie, wież ryskich kościołów, mostu oraz wieży telewizyjnej.
Widząc z daleka promy, trafiłam też do ryskiego portu pasażerskiego (Rīgas Pasažieru osta), skąd odpływały. Niestety, pogoda zaczęła się już trochę psuć.
Zaskoczyło mnie trochę, że te promy są takie ogromne. Wiedziałam, że są duże, ale nie myślałam, że aż tak. Niestety ze względu na ograniczony budżet, nie skorzystałam z możliwości rejsu po Bałtyku (z ciekawości sprawdziłam teraz cenę rejsu tam i z powrotem na teraz do Sztokholmu - 170 łatów, pewnie da się tę cenę zbić kupując bilet wcześniej, posiadając odpowiednią kartę zniżkową itp., ale i tak sporo taka podróż kosztuje).
To była pierwsza część opisu moich wrażeń z Rygi. Za jakiś czas powinna pojawić się kolejna.

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Białystok

Korzystając z tanich biletów Polskiego Busa, wybrałam się w podróż na drugi koniec Polski, do Białegostoku. Powodów było kilka - nigdy jeszcze tam nie byłam, chciałam zobaczyć miejsca związane z esperantem i chciałam doprowadzić do końca to, co zaczęłam w zeszłym roku moją próbą złapania autostopa do Białegostoku przy 30-stopniowym mrozie:)
Tym razem się udało, dotarłam na miejsce bez większych przeszkód, jedynie zmęczona 10-godzinną podróżą. Miałam szczęście, że trafiłam na ładną, słoneczną pogodę. Niestety było bardzo zimno. Akurat była to niedziela, więc w większości świątyń w mieście odbywały się nabożeństwa, również w cerkwi św. Mikołaja na poniższym zdjęciu.
Spacerując uliczkami, odkrywałam też te bardziej współczesne elementy w estetyce miasta, jak np. drapieżne pazury dzikiego zielonego zwierza na ul. Zamenhofa.
Przy tej samej ulicy znajduje się też konsulat Chorwacji, co mnie trochę zaskoczyło.
Oczywiście najciekawszą dla mnie częścią tej uliczki jest miejsce, w którym urodził się Zamenhof. Zdjęcia zamieściłam już w drugim blogu, więc nie będę się powtarzać:) Podobne malunki są też na innych ścianach, informują np. o nadaniu praw miejskich.
Białystok to nie tylko cerkwie, są też świątynie katolickie. Poniżej białostocka katedra.
W pobliżu znajduje się też Książnica Podlaska im. Łukasza Górnickiego.
Po drugiej stronie ulicy znajduje się słynny pałac Branickich.
Przed pałacem znajduje się brama z zegarem.
Nieopodal mieści się Muzeum Wojska. Nie byłam w środku, ale trochę mnie zdziwił rosyjski wagon, jakim wywożono ludzi na Syberię i do Kazachstanu. Stoi on przy głównej ulicy i zastanawiam się, czy nie przeszkadza to osobom, które zostały w ten sposób wywiezione lub ich rodzinom. Jeśli kogoś z mojej rodziny coś takiego by spotkało i nasłuchałabym się o tym przerażających historii, to chyba nie chciałabym np. w drodze do pracy mijać czegoś, co by mi o tym codziennie przypominało.
Obok znajduje się pałacyk gościnny Branickich.
Mam jeszcze trochę zdjęć, więc kolejne dodam za jakiś czas. Podzielę się relacją z białostockich cmentarzy i dworca.