niedziela, 2 czerwca 2013

Tarasy w Hradcu Králové

Przyszedł czas na podzielenie się zdjęciami z wizyty na hradeckich tarasach.
Znalazłyśmy się tam przypadkiem, schodząc z rynku po drewnianych schodach, zajrzałyśmy w boczne wejście. Okazało się, że te drzwi prowadzą na bardzo ładne, zrewitalizowane niedawno tarasy.
Miejsce jest naprawdę piękne, warto wybrać się tu na spacer, przysiąść na ławce lub w altance i odpocząć.
Trafiłyśmy akurat na okres kwitnienia wielu kolorowych kwiatów i drzew.
Tarasy nie są zbyt duże, znajdują się w sąsiedztwie wielu starych i ładnych budynków, które ograniczają ich powierzchnię. Są za to wielopoziomowe, bo położone są na wzniesieniu.
Jedną z największych atrakcji są fontanny.
Wszystkie przedstawiają zwierzęta. Na jednej leży niewielki kot.
Pozostałe to ptaki, roboczo nazwane przeze mnie krukami, ale prawdę mówiąc, nie znam się na gatunkach ptaków.
Występują pojedynczo lub w parach.
Zaskoczyło nas ogromnie, że kiedy nazbiera się w nich za dużo wody, ptaki same przechylają się i nadmiar wypływa przez ich dzioby.
Bardzo spodobały mi się też fioletowe kwiaty, pnące się na górnych piętrach tarasów.
Z powodu deszczu nikogo w tym miejscu nie spotkałyśmy, ale przypuszczam, że w słoneczne dni wiele osób spędza tu wolny czas.
Zarówno przed deszczem, jak i przed słońcem można schronić się w altance, co skwapliwie wykorzystałyśmy.
Niewątpliwie tarasy w Hradcu były jednym z najciekawszych i najładniejszych miejsc, jakie udało nam się zobaczyć w mieście.
Mieszkańcy pewnie przychodzą tutaj po chwilę wytchnienia w miłym otoczeniu.
Gdyby ktoś pytał, jak tam trafić, to należy zejść drewnianymi schodami w przejściu przedstawionym na zdjęciu i skierować się boczną furtkę po lewej stronie. To przejście znajduje się na  hradeckim rynku niedaleko rezydencji biskupów.
Dojść tam można także z dołu, od ulicy, ale nie przechodziłyśmy tamtędy, więc nie wiem, co to za droga. Wiem za to, że na pewno warto odwiedzić tarasy w Hradcu Králové. To idealne miejsce na spacer o każdej porze roku.

sobota, 1 czerwca 2013

W sercu Hradca Králové

W centrum miasta znajdują się najważniejsze budynki i obiekty turystyczne, m.in. biały ratusz z symbolem lwa znajdującego się w czeskim godle oraz dwiema wieżami zegarowymi.
Po drugiej stronie znajduje się rezydencja biskupów z symbolem Opatrzności.
Jednak najbardziej zwracają na siebie uwagę katedra oraz Biała Wieża, znajdujące się tuż przy ratuszu.
Katedra św. Ducha przynależy do kościoła rzymskokatolickiego.
Znajduje się przy niej krzyż z poniższą inskrypcją w języku czeskim.
Z Białej Wieży dobrze widać dach i wieże katedry.
A oto i wspomniana Biała Wieża.
Wewnątrz znajduje się ogromny i stary dzwon Augustin.
Jest to drugi co do wielkości dzwon w Czechach.
Na wieżę wchodzi się mnóstwem schodków, nie polecam osobom z lękiem wysokości (dwie nasze koleżanki ledwo weszły, a później do końca dnia trzęsły im się nogi). Gdyby dzwon nagle zaczął bić wtedy, gdy akurat tamtędy przechodziły, chyba dostałyby zawału.
Niestety nie starczyło nam czasu, żeby zobaczyć wszystko. Właściwie, to nawet całego rynku nie obeszłyśmy dookoła. Szkoda.
Gdyby nie pogoda, pewnie zdjęcia też byłyby lepsze, pełne słońca. Kolumna Mariańska wyszła mi na zdjęciu za ciemna i jest ledwo widoczna.
 Z powodu deszczu powoli udałyśmy się w stronę dworca.
Zielonym mostem nad Łabą poszłyśmy na zakupy tradycyjnych czeskich zakupów, bez których nie może się obyć żadna wycieczka.
Nasze plany zwiedzania musiały ulec zmianie, więc to co zdążyłyśmy w mieście zobaczyć, to raczej przedsmak. Aby poznać Hradec Králové głębiej, będziemy musiały jeszcze tam wrócić.
W kolejnych relacjach pojawią się przepięknie zrekonstruowane tarasy oraz uliczne ciekawostki.

piątek, 31 maja 2013

Hradec Králové

Pociągiem o 6 rano pojechałam na Wałbrzych Główny, skąd pojechałyśmy w czwórkę samochodem do Meziměstí. Tam zostawiłyśmy auto z moim wielkim plecakiem w środku i udałyśmy się na pociąg - najpierw do miejscowości Starkoč, gdzie miałyśmy kilka minut na przesiadkę. Tym pociągiem dojechałyśmy już prosto do Hradca Králové.
Dworzec jest naprawdę duży, wydaje mi się, że prawie taki jak we Wrocławiu. A Hradec ma niecałe 100 tys. mieszkańców, czyli mniej niż Wałbrzych. Zresztą podobnie jest w Meziměstí, miasto ma wielki dworzec i niecałe 3 tys. mieszkańców. Nie wiem, jak to możliwe, że w Czechach takie wielkie obiekty w małych miasteczkach funkcjonują normalnie, kasy sprzedają bilety itp., a w Polsce dworce ciągle są zamykane i kasy likwidowane. Wystarczy wspomnieć Wałbrzych - na Szczawienku spory dworzec od lat niszczeje, a bilet trzeba kupować u konduktora. Z kolei Wałbrzych Miasto został niedawno wyremontowany, ale działa tylko jedna kasa i tuż przed odjazdem pociągu tworzą się ogromne kolejki, nie każdy zdąży kupić bilet.
Ucieszyło mnie, że miasto ma trolejbusy, podobnie jak Wilno czy Kaliningrad. Przy okazji sfotografowałam też przypadkowo czeski radiowóz:)
W okolicach dworca można zobaczyć głównie architekturę rodem z komunistycznych czasów, np. mnóstwo mniejszych i większych płaskorzeźb. Sam dworzec też przywodzi na myśl poprzedni ustrój. Poniższa płaskorzeźba znajduje się przy jednej ze zwykłych bram, przez co naprawdę miałam wrażenie ich wszechobecności.
Mijałyśmy też kilka całkiem ładnych budynków, zielone place i przestronne prospekty.
Jednym z najciekawszych miejsc w Hradcu jest most nad Łabą, z którego rozciąga się piękny widok.
Po przekroczeniu mostu zaczęła znikać architektura komunistyczna, a pojawiły się przepiękne stare kamienice. W jednej z najładniejszych zjadłyśmy pyszną gorącą czekoladę.
Na wielu kamienicach można dostrzec interesujące detale.
W centrum większość kamienic została odnowiona i pomalowana na żywe kolory. Niektóre jeszcze czekają na remont, ale myślę, że to tylko kwestia czasu.
Centralny plac w mieście, który można chyba nazwać rynkiem, jest bardzo duży. Na środku znajduje się kolumna, a wszędzie dookoła jest parking.
Więcej o hradeckim rynku i innych ciekawostkach w kolejnych wpisach.

czwartek, 30 maja 2013

Panoramy Hradca Králové

Z koleżankami wybrałam się dzisiaj do Hradca Králové. Musiałam wstać o 5 rano, ale było warto.
Jednym z najciekawszych momentów wycieczki było wejście na Białą Wieżę, z której rozciągał się widok na całe miasto.
Być może widoki byłyby jeszcze lepsze, gdyby nie mgła i chmury.
Mimo wszystko miasto sprawiło na mnie bardzo przyjemne wrażenie. Na pewno jest tu wiele miejsc, które warto odwiedzić.
Pogoda przeszkodziła nam zobaczyć wszystko, co planowałyśmy. To znaczy, że za jakiś czas tu wrócę, aby poznać pozostałe atrakcje Hradca.
Niektóre kamieniczki wyglądają naprawdę ładnie. Zwłaszcza te kolorowe, które niedawno zostały odnowione.
To, co zdążyłam zobaczyć w Hradcu, przypomina mi trochę Ołomuniec, w którym byłam jakiś czas temu.
Wspomnienie to wywołała przede wszystkim kolumna znajdująca się w centralnym miejscu miasta.
Za jakiś czas dodam zdjęcia wykonane z poziomu ziemi:)

niedziela, 19 maja 2013

Nocne wejście na Śnieżkę

W 2007 roku harcerze obchodzili stulecie powstania skautingu i zorganizowano akcję pod nazwą Odnowienie Przyrzeczenia (każdy młody człowiek, kiedy spełni wymagania wyznaczone w jego próbie harcerskiej, składa uroczyste Przyrzeczenie Harcerskie i otrzymuje krzyż harcerski, które od tej pory może dumnie nosić na swojej piersi). Polegało to na tym, że wszyscy członkowie ZHP, którzy złożyli już Przyrzeczenie, mieli je odnowić w różnych miejscach, ale w tym samym czasie, czyli 1 sierpnia o 8 rano. Każde środowisko, czyli np. drużyna, szczep czy hufiec, samo wybierało miejsce, w którym dokona tego podniosłego aktu.
W mojej drużynie padła propozycja wyjazdu w Tatry i wejścia na Rysy. Pojechały tylko 3 osoby, ja nie, bo rodzice mi nie pozwolili i właściwie nie żałuję. Delikatnie mówiąc, było to mało rozważne i odpowiedzialne, byliśmy młodzi i głupi.
Reszta drużyny postanowiła spędzić ten dzień inaczej. Dołączyliśmy się do grupy osób z naszego szczepu, która postanowiła odnowić Przyrzeczenie na Śnieżce razem z czeskimi skautami. Z perspektywy czasu to był o wiele lepszy pomysł, na pewno bezpieczniejszy niż Rysy.
Aby dojść na 8 rano, musieliśmy o 2 w nocy wyjechać z Wałbrzycha. Pojechaliśmy dwoma samochodami. Komendant szczepu prowadził, a my jechałyśmy za nimi do Karpacza. Nie pamiętam, ile nas dokładnie było, ale wydaje mi się, że 4 osoby z mojej drużyny i 4 ze szczepu, czyli prawdopodobnie była nas ósemka.
Wchodziliśmy po ciemku, ale pogoda była ładna, nie padało. Nie spotkaliśmy nikogo na szlaku. Na szczyt dotarliśmy chyba mniej więcej o świcie. W schronisku czekało już ileś osób, ponieważ zjechali harcerze z całej Chorągwi Dolnośląskiej. Był tam też pewien drużynowy z Wrocławia, którego poznałyśmy jakiś czas później na zupełnie innym rajdzie. Wtedy jeszcze nie mieliśmy ze sobą żadnego kontaktu.
Przybyła też grupa skautów z Czech. Weszli na Śnieżkę od swojej strony. Najbardziej zdziwiło nas ich umundurowanie, a właściwie jego brak. Przynajmniej w naszym polskim rozumieniu. W Polsce każdy pozna harcerza po charakterystycznym stroju, czyli zielonym lub szarym mundurze. Wszyscy harcerze w całym kraju wyglądają jednolicie (przynajmniej w założeniu, bo czasem niektórzy pojawiają się w starych mundurach jeszcze sprzed reformy, które nieznacznie odbiegają kolorystyką). Natomiast czescy skauci stroje mieli we wszystkich kolorach tęczy. Mieli też zupełną dowolność, jeśli chodzi o spodnie, np. jeśli dobrze pamiętam, był ktoś w różowym dresie. Było to dla nas niezłym szokiem.
Kiedy zbliżała się godzina 8, stanęliśmy na szczycie Śnieżki w wielkim polsko-czeskim kręgu. Nastąpiło uroczyste Odnowienie Przyczerzenia Harcerskiego. Pamiętam też, że witaliśmy się każdym przybyłym harcerzem zwyczajowym pozdrowieniem "Czuwaj!", a w przypadku czeskich skautów słowem "Nazdar!", które pamiętam do dzisiaj:) Wymieniliśmy się też kontaktami i pamiętam, że przez jakiś czas korespondowałam przez internet z jakimś Czechem, planowaliśmy nawet jakąś wymianę lub wspólny obóz, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło.
Jeśli pamięć mnie nie myli, na górę wchodziliśmy nocą tą utwardzoną drogą, którą mogą podjechać niepełnosprawni czy samochody. W dół schodziliśmy mniej cywilizowanym szlakiem, spowici mgłą, która zasłaniała przepiękne widoki. Trafiliśmy też na górski cmentarz, będący symbolicznym wspomnieniem osób poległych w górach, zwłaszcza ratowników GOPR. 
Któraś z koleżanek zrobiła podczas tego naszego wyjazdu kilka zdjęć, które zamieściłam w niniejszej notce. Przy okazji są one świetnym przykładem na to, jak pogoda w górach może być zmienna i nieprzewidywalna.